Niektórzy wierzą w przeznaczenie, inni są przekonani, że wszystko jest kwestią przypadku. Nieprzypadkowy przypadek przydarzył na przykład pewnej dziewczynie o imieniu Luna. Wybrała się na spacer po rozległych alejkach Księżycowego Ogrodu, gdy nagle między drzewami zobaczyła jakąś postać. W pewnym momencie mężczyzna odwrócił się i ujrzał wpatrzoną w niego dziewczynę. On również wydawał się być zaskoczony jej widokiem. Podszedł do niej, a ona pełna nieśmiałości podniosła na niego wzrok, przyglądając się mu uważnie.
— Cześć, jestem Solar- powiedział zaskoczony tym przypadkowym spotkaniem. - Ludzie nie chodzą tu tak chętnie na spacery, jesteś pierwszą osobą którą tu spotykam.
— Cześć, Luna - pomyślałam dokładnie to samo. - Co tu robisz?
— Spaceruję po lesie, robię to każdej nocy.
— Każdej nocy? - zdziwiła się Luna.
— W ciemnościach nasze instynkty i zmysły się wyostrzają. Słuch, wzrok, węch a w głowie pojawiają się głębokie przemyślenia. No i jest księżyc. Słuchasz mnie?
— Tak. Kontynuuj, proszę.
— Księżyc jest dla nocy tym czym słońce dla dnia i swoim blaskiem rozświetla ziemskie ciemności.
— Ja też od zawsze lubiłam spoglądać na księżyc. Potrafiłam godzinami wpatrywać się w niego przez okno. Uspokajał mnie, oczarowywał i zachwycał. Wierzysz w cuda? - zapytała Luna.
— Chyba tak, ... Choć czasem się boję, że jestem na to zbyt głupi. Z moich ust wydobywają się słowa nie te które mam w głowie, jakbym mówił językiem szaleńców. Głosy które słyszę, każą przestać myśleć i zaufać instynktowi. Tylko czasem się buntuję...
— Dlaczego mi o tym mówisz?
Od momentu gdy Solar się do niej odezwał, czuła, że ma w sobie coś dzikiego - był taki nieziemski i tajemniczy. Czuła się przy nim jak stara znajoma, pełna wiary i zaufania, że jej nie skrzywdzi.
— Świat mnie nie rozumie, albo ja nie rozumiem jego. Codziennie tu przychodząc mam nadzieję, że z każdym przebytym krokiem jestem bliżej odpowiedzi ... a droga się tylko wydłuża. Wiem, że to nie jest przypadek że dziś się spotkaliśmy.
— Trzeba wierzyć w siebie i otaczać się tymi którzy wierzą. Prawda boi się ludzi Solarze. Nie da im się wyjaśnić czegoś co nie istnieje. Każda ciemność jest jest początkiem światła. A my tak jak księżyc mamy swoje ciemne strony.
— Życie w innych rzeczywistościach jest zupełnie inne, dlatego lubię tam podróżować. Ludzie wymyślili sobie naukę, by uzyskać odpowiedzi. Myślą, że wszystko jest wytłumaczalne. A teraz już chodźmy, słońce już chyli się ku zachodowi.

Wokół zapanowała jakaś dziwna aura tajemniczości, której oboje nie rozumieli i nie potrafili wyjaśnić. Solar zaproponował wspólną wędrówkę, chcąc pokazać swojej towarzyszce najpiękniejsze zakątki które odkrył w Księżycowym ogrodzie. Dziewczyna się zgodziła, choć w swoim ogrodzie znała każdy najmniejszy zakamarek, ale była ciekawa co też urzekło w nim nieznajomego. Szedł przed nią odgarniając wystające gałęzie krzaków porastające wąską ścieżkę. Niewielu śmiałków zapuszczało się tak głęboko w Księżycowy Las, ale Luna szła pewnym krokiem. Czuła się tu jak w domu.
Tym razem celem Solara była niewielka, urokliwa polana, gęsto pokryta mchem, a o tej porze roku także drobnymi, białymi kwiatkami stokrotek. Na jej skraju znajdowało się błękitne jezioro, przy którego brzegu się znaleźli, było naprawdę piękne. Woda w nim była tak przejrzysta, że bez trudu można było ujrzeć piaszczyste dno. Usiedli tuż przy brzegu pod rozłożystym dębem. Nagle Luna spostrzegła wielobarwne kule światła, goniące się między drzewami i poczuła spływającą na nią olbrzymią dawkę energii.

— Miej otwarte szeroko oczy, a wtedy każdego dnia zobaczysz tu coś co zmieni Twoje myślenie w sposób jaki nie jesteś w stanie sobie tego wyobrazić. To "kulki mocy"- każdy potrafi je stworzyć. Ty też. Musisz się tylko nauczyć odnajdować w sobie pokłady energii, zrozumieć swój organizm i wyczuć tę moc. Im więcej będziesz ćwiczyła tym zwiększysz ich moc. Będziesz mogła ją nie tylko odbierać ale także wysyłać.
— Czegoś takiego nie widuje się codziennie - odpowiedziała oszołomiona.- Odkryłeś przede mną coś nowego! Czyli "kulki mocy" opierają się na wewnętrznej pracy podobnej do nadawania mocy myślom, by się zmaterializowały. Czym więcej energii wkładasz w konkretną myśl, tym większą posiada siłę do przyciągnięcia odpowiadających jej okoliczności i warunków w naszym fizycznym świecie. Nazwałabym je "kulkami możliwości", bo tak jak tworzymy myśl, ona nie znika - staje się pasmem energii.
Solar nie zareagował. Stał w bezruchu i wpatrywał się w Lunę. Zaimponowała mu swoją wiedzą. Podświadomie czuł, że jest w niej coś niezwykłego. Zaufał jej i był sobą, mówił to co na prawdę myśli i czuje.
Miał w oczach głęboki smutek i samotność… Przez chwilę wydawało się Lunie, że skrywa jakąś tajemnicę. Chłopak wyciągnął z kieszeni mały przedmiot. Metalowy, chłodny w dotyku. Na jego powierzchni odbijało się światło gwiazd migających nad drzwiami.
— To klucz — powiedział. — Weź go, proszę.
— Do czego? - zapytała Luna.
— Myślałem, że będziesz wiedziała co się nim otwiera - burknął chłopak.- Te klucz otworzy przed Tobą wiele nowych możliwości. Czy jesteś gotowa Luno sięgnąć po to o czym od dawna marzyłaś?
Przyglądała się błyszczącemu przedmiotowi, zerkając co chwila na swojego towarzysza. Poczuła spływającą na nią błogość, wszystko dookoła zaczęło wibrować i rezonować ze sobą. Drzewa, stokrotki, gwiazdy i Solar także. Zdała sobie sprawę, że dzieje się tak także z ludźmi których spotykamy na swojej drodze. Jedni działają na nas pozytywnie podnosząc nasze wibracje, natomiast inni ciągną w dół. Solar należał do tych pierwszych. Już od początku gdy stanął na jej ścieżce poczuła ogromną ekscytację i przypływ pozytywnej energii. Dlatego zdecydowała się na wspólną wędrówkę ku przygodzie. Inną niż ona znała.
A teraz leżąc na miękkim mchu zmrużyła oczy i uśmiechnęła się do swoich myśli. Cieszyła się, że może przebywać na polanie, mimo nocnej pory. Marzyła o tym od dawna, ale bała się sama wędrować nocą po Księżycowym ogrodzie. Zamknęła oczy i błądziła w swoich rozważaniach, na jedne pytania znała odpowiedź, na inne nie. Wiedziała jedno, nie może przyjąć tego prezentu.
Solar siedział tuż obok i wpatrywał się w Lunę ze sporym zaciekawieniem. Próbował odgadywać o czym myśli. Wsłuchiwał się w odgłosy nocy, cykanie świerszczy, śpiew ptaków, szum jeziora. Jego wzrok powędrował w kierunku nieba, gdzie w otoczeniu srebrzystych gwiazd ukazał się księżyc który świecił pełnią blasku niczym wielka żarówka i odbijał się w tafli jeziora.
— Jest Twój, daję Tobie księżyc, słyszysz? - powiedział prawie szeptem.
Słowa Solara sprowadziły ją na ziemię, otworzyła oczy i spojrzała w niebo.
— Dziękuję, jest piękny. Ta noc, niebo ... są takie wyjątkowe, czuję się jakbym znajdowała się na innej planecie. Wszechświat.. To jeden z najpiękniejszych momentów w moim życiu.
— W moim też. Pamiętaj, że gwiazdy to tylko małe świetlne punkciki, ale niebo razem z księżycem to nieskończony świat. Świat który wydaje się niepojęty i nie rządzi w nim logika. My którzy teraz tu jesteśmy możemy nie dostrzegać tych światów ale one tam są i czekają na odkrycie.
Luna słuchała jak zahipnotyzowana. Dookoła niej działo się coś dziwnego i niespotykanego. Czuła, że zagłębia się w jakieś niezwykłej tajemnicy.
— Skąd to wszystko wiesz Solarze?
— Po prostu wiem - odpowiedział.
— Masz rację, wszechświat jest nieskończenie skomplikowany. To jakby rozszerzyć swój umysł na inny wymiar. Wystarczą tylko dwie osoby, takie jak my - dwie odrębne świadomości - i już powstaje nowy świat - niby podobny do tego w którym przebywaliśmy a jednak inny. To takie zestrojenie się dające ogromną przyjemność z odkrywania czegoś nowego i ekscytującego.
Zaskoczyła go swoją mądrością, wiedział, że go rozumie. Bo od zawsze miał problem, jak to wyjaśnić tak, by inni go zrozumieli. Jakby znał ją od zawsze a za razem odkrywał w niej coś nowego i dla niej samej i dla siebie.
Obydwoje poczuli się wepchnięci w coś nowego, fascynującego, w coś do czego nie ma żadnej instrukcji. Nie wiedzieli co wolno, czego nie i na ile mogą sobie pozwolić rzucając wyzwania dla swych umysłów. Co ma być i tak będzie. To jest Prawo Wszechświata. A Ziemia jest tylko jednym z miejsc gdzie przebywamy więc trzeba też poszerzać swoją świadomość, że istnieją inne wymiary które są tylko częścią tej całości.
Wszechświat posiada wszystko, o tym Luna wiedziała doskonale.
— To w co wierzysz podświadomie Solarze, będzie zawsze silniejsze od tego co mówi Tobie świat zewnętrzny. A to co uznajesz za realne - takie się staje.
— Wiem - odparł - Ludzie trzymają się kurczowo utartych schematów, nie rozumieją i boją się od nich uwolnić albo nie potrafią.
— Dostajemy od życia tyle ile sami z niego bierzemy.
— Nie lubię normalności, zawsze byłem inny. Widziałem to, czego inni nie dostrzegają.
Stał, opierając się o drzewo a w dłoni cały czas trzymał tajemniczy klucz. Klucz do wielu zdarzeń w swoim życiu.
— Czy już wiesz czego najbardziej pragniesz Luno?
— Tak, wiem - poczuła całkowitą jasność umysłu - Najbardziej pragnę poznać Prawdę.
Solar się uśmiechnął, chyba pierwszy raz od chwili gdy się spotkali. Wiedział, jeśli pozna Prawdę - pozna wszystko. Wszystko jest zagadką i aby ją rozwiązać istnieje tylko jedno narzędzie które może nam pomóc - własne myśli - dzięki nim możemy posuwać się w rozwikłaniu zagadki tak daleko i dogłębnie jak tylko jest to możliwe.
— Proszę, weź - podał jej klucz - mnie już nie jest potrzebny.
Wzięła klucz w dłoń i zaczęła mu się przyglądać. Czuła się tak jakby była w posiadaniu czegoś co otwiera wszystkie drzwi czy też skrzynie pełne skarbów.
—Każdy z nas ma swój klucz Solarze, nauka jak go używać zajmuje całe życie. Nie mogę przyjąć Twojego. Bez niego zostaniesz zardzewiałą kłódką.
— Twój wybór Luno. Tylko później nie miej sobie za złe, że zajdziesz nie tam gdzie chciałaś i nie tam gdzie trzeba.
Zrozumiał co miała na myśli, ale zrobiło mu się przykro. Położyła klucz na jego dłoni. Spojrzała na niego i zobaczyła skrzące się w jego oczach łzy. Solar przykucnął pod drzewem i zakopał tuż pod nim swój skarb.
—Chcesz coś zamknąć za sobą? - zapytała z troską w głosie.
— Kiedyś wrócę tu po niego, a teraz zatrzymałem się na chwilę i chcę żyć po prostu... więc pozwól mi się zamknąć - to powiedziawszy zniknął w ciemności nocy.
Luna wiedziała, że nie uda się jej zatrzymać Solara ani na siłę zmusić go do otwarcia. Pozwoliła mu odejść. Wiedziała, że któregoś dnia wróci i ze spokojem wpatrywała się w znikającą postać.
Została sama, otulona nocą. Próbowała pozbierać myśli kłębiące jej się w głowie, dążąc do stanu w którym umysł powrócił do teraźniejszości. Poczuła swoje ciało, leżące na wilgotnym mchu. Usiadła i rozejrzała się dookoła, jakby obudziła się z dziwnego snu. Starała się zrozumieć sens tego co się wydarzyło znów spoglądając na niebo. Łysy tkwił tam w najlepsze. Wiedziała już, że nie był to sen. Wszystko dookoła wydawało się takie głębsze, bogatsze niż zazwyczaj odsłaniając tajemniczą i nieoczekiwaną rzeczywistość. Zapragnęła wrócić tam, gdzie ma swój księżyc. I coś jej mówi, że za chwilę znów wyruszy w niezwykłą podróż - w bardzo odległe rejony od znanego jej świata.


Komentarze
Prześlij komentarz